Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foto. Pokaż wszystkie posty
0

if you ain't got no ass bitch - wear a poncho


będąc na wyjeździe troche zapomniałem robić zdjęcia. to kilka, które udało mi się zrobić. ich jakości komentować nie będę, bo chyba lepsze robiłem jak byłem na wakacjach w zoo we wrocławiu w 1996 (będąc wtedy synem podlasia) i pierdolnąłem 2 klisze nieostrych zdjęć każdego zwierzęcia które mijałem na swej drodze (tygrysy chyba były moimi faworytami z tego co pamiętam). w każdym razie poniższe foty nawet w 1/50 nie oddają tego koloru, panoram i ukształtowania terenu tej zajebistej okolicy. moim konikiem okazały się dekoracje świątecze podwieszane na palmach, skąpane w słońcu. nie do wiary. po takim pobycie nie wiem czy cieszyc sie ze tam bylem czy sie wkurwiac ze na lazurowym jest wszystko, zeby byc szczęśliwszym człowiekiem, a na chacie nie. wstając rano pod koniec stycznia, budziły mnie promienie słoneczne. zaraz obok są piaszczyste plaże i zajebiste góry skaliste wcinające się w morze i wszystko wygląda jak z pocztówy. jednym słowem - lazurowe wypierdalaj i wymień sie kurwa chociaż na góry. w zamian chętnie oddam wzgórza niemczańsko-strzelińskie. nawet strzelin dorzucę. ładny ma rynek. 3 pierzeje ciągnących się bloków, a pierzeję północą atrakcyjnie zamyka bazar z budkami z blachy falistej. nie ma to jak uszczęśliwiać oko ładnym klocem z betonu i cynkowaną stalą. dolny śląsk to romantyczny region. ty też daj się zakochać...






0

foto bene bez luxu

klasyk w gent. kawa na dachu chaty oliviera. w odległym planie centrum

biuro oliviera w spoko przestrzeni pomagazynowej

dwupoziomowy parking na rowery przy dworcu w gent

dworzec w antwerpii. najlepszy na swiecie. kurwa tam pociągi wjeżdzają na stacje na 3  poziomach.

antwerpia centrum

najlepsza szama w rotterdamie - "kapsalon"

najtańsza i najlepsza domowa szama w rotterdamie

najchujowszy budynek w belgii jaki widziałem. justin center może z nim konkurować. antwerpia, środek centrum.

2

marzełka

to kolejny bohater rodzinnej profilówy. chyba nawet bohaterka. kot marzena. czemu marzena? bo po pierwsze jaram sie nadawaniem zwierzętom ludzkich imion. Pies Andrzej, kot Maciek, jamnik Kubuś, od razu dodaje im kupe charakteru. Stare baby wiedziały co robiły jak mianowały swoje psy ludzkimi imionami swoich marzeń. Naszego kota rodzinnego trochę imieniem opluliśmy, bo do pięknych nie należy. Ale jak pierwszy raz ją zobaczyłem, to stwierdziłem, że w życiu nie widziałem bardziej wieśniacko wyglądającego kota i imie nasunęło się samo. Ona wzrok ma nawet wieśniacki. Taki, na mocno otwartym oku ale z pełną i szczerą płynącą z nich głupotą. Czy go lubię? Chyba nie. Ogon jakiś za długi. Łapy powykręcane w drugą stronę, że niby lwa udaje ale ssie pałę z tym udawaniem. Długie ma te łapy ale zawsze są na jakimś przykurczu i jak chodzi, to wygląda jak mizerny jamnik. No i to szare, najbardziej toporne i szubrawe ubarwienie. Na podlasiu takich od groma. Wychudzone, z połamanymi wąsami. Pamiętam je chodząc do babci Marysi po zaśnieżonej drodze. Wszystkie takie same chujowe wychodziły zza wiśni i z pomiędzy sztachet jakichś drewnianych, połamanych płotów prosząc o żarcie. YYY. Marzena może jest śmieszna ale żałośnie śmieszna. Zero stylu. Ukochała moją siostrę, za którą chodzi jak tylko jest w domu. Kiedy moja siostra się kąpie, to ona siedzi na pralce i jej pilnuje, a jak wraca ze szkoły, to ta siedzi w progu i miałczy do niej z wyrzutem. Coś w stylu "gdzie ty kurwa byłaś. Siedze tu pół dnia, a ciebie nie ma."

Ale to tylko tak do mojej siostry. Mnie za to znienawidziła. Pomijając fakt, że panicznie sie mnie boi. Nie mogę jej nawet pogłaskać, bo spierdziela najdalej jak sie da. W sumie trochę ją rozumiem, bo chyba mam dość specyficzny sposób głaskania kotów, który je wszystkie wybitnie wkurwia. Lubię ją dopaść jak śpi na akwarium, które sobie upodobała. Biorę ją z zaskoczenia i głaszczę ją z mocnym naciskiem na skórę, coś jakbym szpachlował ścianę. To moja filozoficzna zagrywka. Bo uważam, że wprowadzam balans w jej przezajebistym życiu, gdzie o nic nie musi sie martwić. Wprowadzam troche goryczy do jej przesłodzonego świata. Kimanie na akwarium przez pół dnia, żarcie na każde zawołanie i miłosne uściski od wszystkich naokoło są spoko ale nikt na świecie tak nie ma. Więc nie uważam, żeby marzena - wieśniara z odzysku na to zasługiwała, zatem trochę ją sprowadzam do parteru z tym byciem za bardzo spoko. Mam wrażenie, ze tego nie rozumie ale gdzies tam w środku mnie chyba lubi i docenia. Po takiej głaskanej terapii od wujka gunthera wprawdzie zawsze się cała myje i oblizuje, tak jakbym co najmniej dłońmi nacierał ją gównem... ale później w zamian wbija do mojego pokoju, jak mnie nie ma i ściąga mi klucze ze stołu i bawi się nimi po podłodze. I kurna znajdź potem te klucze... 

No ale co tu zrobic. Lubie koty, które oprócz swojej kociej niezależności są troche subordynowane i doceniają, że ten ziomek, którego ręka karmi cie codziennie, wymaga od ciebie czegoś więcej niż snu na akwarium. Lubie urządzać kotom konkursy lotów. Moj stary ulubiony kot beret to uwielbiał. Albo takie co robią salto, to w ogóle. Ten typ Mes, którego bardzo nie lubie powiedział kiedyś: "Pierdol system, lecz rób to stylowo." To zdanie dotyczy kotów ale nie mojego. Mój to Marzena, chamka zwykła z podlasia.

                                                           o. tu legitymacyjne wjechało             tu wieśniacki szczurzy ogon

0

Violetta Villas on the mic

I jeszcze wracając do spraw domowych. Największą mam polewke z domowej zwierzyny. Moja rodzina lubi jak coś biega lub skacze po chacie. Zawsze miałem coś co sie ruszało. Za gnojka moimi chomikami mógłbym na pare tygodni zaopatrzyc sklep zoologiczny. Ale tak naprawde zawsze najbardziej przywiązany byłem do jednego, a mianowicie psa Etny, która w najbardziej godny sposób odeszła od nas po 15 latach fantastycznej współpracy 01.01.2011. RIP Etna, byłaś najlepszym psem. W ogóle Etna przyjechała jeszcze z Podlasia. Starzy kupili ją mi i braciakowi na następny dzień po śmierci czterystadziewiedziesiątegoósmego chomika. Zapłakani i w żałobie wyprosiliśmy rodziców o zakup zwierzęcia, które pociągnie więcej niż 8 miesięcy...  I tak sie Etna pojawiła. Ale Etny już nie ma, natomiast wysoka ilość domowego zwierzyńca dalej jest domeną tej rodziny.

Są szynszyle, ryby i świeżo ogarnięty kot. Z tych trzech chyba tylko ryby mnie nie wkurwiają, bo oficjalnie uważam, że reszta ssie pałe big time.

Rzecz o szynszylach




Sztuk posiadam dwie. Ten szary to Vienio, ten biały Pele. Do tej pory żałuję dnia, kiedy postanowiłem z bratem je przyjąć jako podarek od naszej koleżanki karoliny 8 lat temu. Karolina chodowała te szczury na chacie i sprzedawała sklepom. Te dwa to prawdopodobnie jedne z ostatnich, które oddawała, kiedy likwidowała hodowlę, żeby zająć się jakimiś mądrymi rzeczami. Mieliśmy małą siostrę, więc pomyśleliśmy, że to spoko pomysł mieć je na chacie. Problem z nimi polega na tym, że siedzą u nas na od 8 lat i nic sie z nimi nie da zrobić. Szczura można se dać na łape i chodzi. Rozróżnia właściciela, ogarnia sobie jakieś zabawy... A szynszyle to jakiś dramat. Tyle lat i one nie kminią, że nie należy sie nie bać osoby która co pare dni cie karmi od zawsze. Nie da sie tego wyjąć poza klatke, bo ich jedynym pomysłem na życie jest obgryzanie kabli i rogów od książek.
Tak w ogóle zdjęcie powyżej mogłoby również być filmem. Bo gdyby kręcić je przez 3 godziny, to one nie zmieniłyby pozycji. Siedzonka i mulonka w najgorszym wydaniu. Ładne są, zgadzam się ale nie wiem kto wymyślił, żeby je sciągnąć do Europy. Tak w ogóle to dwa samce. Podejrzewane są o gejoze ale nigdy nie widziałem. Czasem wydają dziwne dzwięki ale może głośno ziewają albo coś. No w każdym razie żadnego z nich pożytku. Uruchamiają się w nocy, bo to wieczorowe zwierzęta. Wtedy ogarniają misję dnia. Mianowicie w klatce mają taką deskę, na którą można wskoczyć. Jest to sprawa mocno rozrywkowa, bo przecież można na chwile choć wskoczyć na nią i pomulić gdzie indziej, niż w tych jebanych trocinach na poziomie zero. Zatem w nocy wskakują na tę dechę i... obgryzają ją. Jak durnym trzeba być zwierzęciem, żeby samemu psuć sobie najlepszą rozrywkę jaką sie ma. To takie Hemp Gru HWDP stylówa troche, żeby łamać ławki na którch zipujesz pod podstawówką na kwadracie... A że zęby mają molibdenowe to dają radę z tym obgryzaniem i co jakieś 3 miechy trzeba im załatwiać nową dechę, bo przegryzają ją całą i spadają z impetem na dół. Damn ale to słabe. Spać sie przy nich nie da, bo jak w nocy cisną na 2 fronty z tym drewnem, to kurna jak w tartaku. To jedno z tych zwierząt, które po prostu sie panu bogu nie udało. Coś jak Grecy. Szkoda tylko, ze to podobno potrafi życ parenaście lat! Wprawdzie krócej od Greków ale to i tak kawał czasu. Ciąg dalszy zwierzyńca wkrótce.  

O. A tak wygląda deska. Obgryzanie in progress. 

1

jedras - ale ci fura smyczy



wczoraj i dzisaj był dniem foto-video. nareszcie zabrałem sie za swoja strone internetowa. zatem ogarniam teraz materiały wizualne z wrocławia. wykorzystuje fakt, ze słońce jest dla polski życzliwe w tym roku mimo zaawansowanej już jesieni i to, ze mam spoko ziomków, którzy chetnie pomagają mi w rzeczach w których jestem niedorozwinięty, jak na przykład robienie zdjęć. Byłem więc wczoraj z basarem na całodniowej sesji foto. Przejechalismy miliard kilometrów i chyba większość miejsc, które chciałem odwiedzić zaliczyliśmy. Czekam teraz na efekty tej sesji. Dzis za to udało mi się dorwać GO PRO i jezdziłem na rowerze, kręcąc wrocław z poziomu mojego ryja. Pomagał mi w tym jedras, z którym jezdziłem samochodem, a on na popapranym wysięgniku zrobionym z dużej zapalniczki kręcił ulice z nad dachu. Na efekty tego przedsięwzięcia też chyba jeszcze chwile trzeba bedzie poczekać ale jestem dobrej myśli. Mi za to dziś udało się dorwac najładniejszy wschód słońca w tym mieście. Na kładce na Niskich Łąkach. 7 rano. Zimno jak nigdy. I jeszcze ta zajebista lodowata mgła. Naprawde robi wrazenie. Zrobiłem pare zdjęc swoja komorka. Nawet z telefonu ten wschod wyglada zajebiscie. O.















0

brenda robi zdjecia na wyjezdzie