Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śró. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śró. Pokaż wszystkie posty
3

bo ja lubie jak zupa jest treściwa

wczoraj minelo pol roku od kiedy mam tego bloga. 3000 wyświetleń to daleko od sławetnej liski, co gotuje i bierze siano od męża na trawe cytrynową i olej sezamowy, bo w środku tygodnia wymyśliła jakiś nowy spektakularny przepis na chleb pytlowy, ale to znowuż nie o to tu chyba chodzi. ciekaw jestem mimo wszystko czy jest ktos z poza grupy znajomych, co znalazł to przypadkiem i sie zaczytał myśląc - "ja pierdole, dobry wariat z tego gunthera". z reszta ja z góry jestem skazany na niepowodzenie, bo nie dośc ze pisze o pierdolach, to jeszcze nie wrzucam spoko fot z jakimś dobrym filtrem. foty to klucz do blogowego eldorado. wlasnie dzis przegladalem bloga pefki i polecił bloga jakiejś wannabe młodocianej stylistki. no sory pefka ale pełna pała ten blog. widziałem pare zdjęć na grubym ziarnie z sesji w ciuchach mango i z obawy o wyrzyganie sie musiałem zmienić na jakąś niesamowitą galerie z onetu z serii - "wygląda jak milion dolarów - a 10 lat temu była mężczyzną!" ja pierdole... najgorzej. nienawidze tych durnych galerii z onetu choć strasznie zawsze kusi mnie, zeby to zobaczyć ale rozsądkiem bronię się przed kliknięciem w któreś z tych jebanych fot z cyckami ani muchy albo z serią najpiękniejszych polskich łydek. choć nie ukrywam, że dziś nie dałem rady i sprawdziłem jak wygląda ta dupeczka w bikini, co kiedyś była typem. no i naprawde dobra robota. przeczytałem jej całą historię. kiedyś startowała jako kanadyjska kandydatka do miss universe, ale jak się jury dowiedziało, ze ma sporo jednak do ukrycia, to ją wycofali z zawodów. przykro mi za nią. super ładna. ja chyba mógłbym się z nią zakumplować. nawet była ankieta czy jenna powinna jednak mieć możliwość wzięcia udziału w turnieju miss i ja uważam, że jak najbardziej.

zauwazylem ze jestem strasznie mialki internetowo. w sensie, ze jak juz przerobie wrocławską prasówkę i zrobie sesje z jakimiś muzycznymi blogami, to wysypują mi się pomysły na przeglądanie stron. jednym słowem internet mi się konczy...nie posiadam takiej zdolnosci digginu jak ma np. moj flatmejt maciek, który do śniadania zawsze ogląda jakąś pojebaną stronę, którą gdzieś tam se znalazł. na tyle pojebaną, że opowiadaniem o niej można przerobić nie jedną gównianą rozmowę z ludźmi z pracy albo przy szlugu. ostatnio oglądaliśmy taką o teoriach spiskowych. twórcy strony chcieli zachęcić i przekonać nas do tego, że ludzkość znajduje się od tysiącleci w rękach reptilian - czyli jaszczurów w ludzkiej skórze. pochodzą z kosmosu i obstawiają same najwyższe stanowiska na ziemi aby pociągać za sznurki kukłami, którymi jesteśmy my sami. bardzo fajna ta strona. naprawde otwiera oczy na wiele rzeczy, które lekceważymy. barack obama jest jaszczurem. widziałem dowód. jakiś typ kamerą z komórki kręcił swój telewizor, w którym obama przemawiał. w pewnym momencie jego oczy doznają dziwnego błysku, a źrenice przybierają kształt krokodyla. i tu właśnie wyszła jego jaszczurza natura! angela merkel tez jest troche jaszczurem. no i oczywiście książe william i kate middleton - warto pooglądać ich wspólne portrety w poszukiwania gada w oczodołach.

dobra. dziś już też mija miesiąc od kiedy osiedliłem się na Ołbinku. O Ołbinku sporo bywało pisane ostatnio i cały czas zajawa nie schodzi. Jedyne co mnie naprawde tam wkurwia, to to że tam nie da sie ciuchów wysuszyć, bo słabo te kamionki nasłonecznione jednak. więc co 5 dni jezdze przez całe miasto jak ten bałwan z torbą pełną ciuchów, zeby to wymyć na ołtaszynie.

no i ten kurz. jebany kurz. w tym mieszkaniu potrzebuje aby tylko 2 przestrzenie były czyste. kuchnia i łaźnia. a z tej zasranej somalii co dzien leci jakaś tona pyłu na okna, parapety i podłogi. tam można zamiatać 2 razy dziennie i i tak bedzie kapa. chciałbym, zeby dało sie cos z tym zrobic.

pierwszy raz też od dłuższego czasu zachorowałem. w sensie rozłożyło mnie. nie wiem czy me ciało podda się totalnemu rozkładowi ale fakt jest faktem. mam podwyzszona temperature, katary, łamie mnie w kościach, kicham flegmą w różnych kierunkach. no kurwa najzwyczajniej w świecie chory. i tu moje dzisiejsze przemyślenie dnia. ludzie, których łapią choroby (oczywiście mówimy tu o gamie chorób typu grypa i angina) - to albo konkretni idioci albo wybitnie leniwi. za przykład posłużę swoją osobą - bo myślę, że swoim zachowaniem często kandyduję do obu tytułów z poprzedniego zdania. anginy ropne łapie po totalnym wycieńczeniu alkoholowym, spowodowanym konkret melanżem. grypę - taką jak dziś łapię tylko jak nic nie robie. nigdy w zyciu nie widzialem ciezko pracujących ludzi, którzy chorują. czemu? bo kurwa nie mają nawet czasu sie nad chorobą zastanawiać i organizm sam sobie radzi z jakimś pedalskim atakiem anginy. ja natomiast robie ostatnio wszystko, zeby sie nie przemeczac. zatem taka tez spotkała mnie kara. tak tak. choroby to kara za bycie przemelanzowanym kretynem lub obibokiem lub obie opcje naraz. teraz leże w łóżku i robie wszystko, żeby jednak następne dni były z lepszym samopoczuciem. stosuję kuraż dziadowo-szwedzki. szwedzki to ginger and lemon z wrzącą wodą i dużą ilością cukru. ulubiony drink od promoe - a ten to sie zna na zdrowiu. opcja dziadowa to tłusty rosół zdrowotny. w chuj tam czosnku, curry, pieprzu, ostrej papryki i soku z cytryny. tak zeby oczy wychodziły na wierzch. bo jak to mawia agro - dobrą zupę poznaje sie po tym jak sie przy niej dobrze spocisz! moj rosół jest niejadalny przez innych bo podobno sie nie da ale ja w niego wierze. jest koloru sików bardzo chorego człowieka i konsystencję ma oleistą. oby dało rade. bo kto jak kto, ale ja lubie jak zupa jest treściwa.

1

polewka z typiar i typów ogólnie

Byl sobie tydzien i był sobie weekend. Z tygodnia zadowolony pół na pół. Było dobrze, bo sie wycieczki uruchomili. Dalej chyba robie to z zajawą i wszyscy szczęśliwi. Są uściski i brawa. Strasznie to głupie klaskać gościowi, co z tobą poszedl na spacer. Juz mniej czerstwe jest klaskanie w samolocie ale przynajmniej sygnalizuje to, ze sie ludziom podobało, wiec spoko. Teraz bedzie tylko lepiej i nie moge sie doczekac momentu, kiedy bede musial odmawiac melanżu, bo mam za duzo pracy. Dalej brakuje mi rutyny i solidnego skupienia sie na rzeczach waznych, a odpuszczenie sobie rzeczy mniej waznych.

Weekend jak zwykle solidnie. Piatek impreza u pana pefki. Ameryka taka ze, zaden wariat z LA by sie nie obrazil na takie garden party. Byl cieply wieczor, duzy grill, wizualki na ogrodzie, kupe ludzi. Ja troche przegialem z rozgrzewką u brendy i kodźiro i przyszedłem do niego w stanie, który utrudniał mi rozmowę z kimkolwiek. Tym bardziej ciesze sie ze przynieslismy kontroler do grania i skupilem sie na puszczaniu muzyki. Tam sam sobie śpiewałem do komputera i bawiłem sie w najlepsze... Impreza sie skonczyla, bo przyszli panowie policjanci i sprawnie rozpedzili tłum, bo podobno napierdzielało hałasem juz na początku ulicy. I tak było już późno, wiec chyba nawet dobrze sie zgralismy czasowo z tą policją. W sobote za to poranna pobudka i poszlismy z mackiem na kawe do rozrusznika. Siedzielismy na lawce przed witryną, jaraliśmy szlugi i liczyliśmy daewoo przejeżdzające przez cybulskiego. Bo nie wiem czy ktokolwiek sie orientuje ale cybulskiego zbiera prawdopodobnie polowe wszystkich daewoo, które jeszcze jeżdża po wrocławiu. Póżniej troche spacerów i zajawa słońcem, bo to juz drugi dobry i słoneczny weekend we Wro. Wieczór na spokojnie - siedziałem na krzykach i oglądałem "kochaj i tańcz" - film uważam wybitny. A to dlatego, ze producenci i aktorzy osiągnęli szczyt jeżeli chodzi o swóje umiejętności artystyczne. Bo tam takiej Kasi Figurze i bandzie innych średnio dobrych aktorów kazano zagrać chujowo i im sie udało. Coś tak samo trudnego, jak opowiadać kawał udając typa który nie umie opowiadać kawału i być w tym wiarygodnym. Tylko wybitni potrafią zejść poniżej swojego poziomu (lepszego lub gorszego) i zaprezentować chujową jakość i dać ludziom uwierzyć, że oni naprawde dają z siebie wszystko wcielając się w tę rolę. Niewiarygodne. I to każdy kto tam występuje, bez wyjątku. Scenarzystę natomiast zatrudniłbym na stałe aby pisał adaptacje epopei narodowych - bo tyle drętwych emocji, które czają się między słowami każdego z wypowiadanych zdań już dawno nie widziałem. Inną wizję przyszłości dla tych państwa widzę ewentualnie w emigracji do Grecji, kraju chujowych ludzi. Niech założą mleczarnie i ubijają fetę całą szajką. Później mogliby założyć firmę  "kochaj i jedz fetę". Następnie napiszą scenariusz do filmu o takim samym tytule. Może Julia Roberts sie skusi. Kto wie. Już widzę te dialogi:

Mateusz Damięcki: - "Laura, wróć ze mną do Nowego Jorku. Co z firmą? Zarząd czeka na twoje decyzje?"
Julia Roberts: - "Daj mi spokój Brad. W życiu nie chodzi o pieniądze. Czy ty tego nie widzisz? Ja chcę używać życia. Kocham to miejsce. Kocham fetę. Żaden sukces w naszej firmie nie smakuje tak dobrze jak ten ser. Zostanę tutaj." ( w tym miejscu Julia naciera się fetą po całym ciele i doznaje ekstazy).
Mateusz Damięcki - "Kompletnie ci odbiło. A co z dziećmi? One potrzebują matki."
Julia: "Feeeetaaaaaa, kuuurrrrrwaaaaaaaaaaaaaaaaa!" (Mateusz Damięcki zaczyna płakać i odchodzi w dół doliny. Kamera odchodzi i łapie panoramiczne ujęcie na wioskę. Widać białe greckie domy, z niebieskimi kopułami. Na ławce siedzi  Julia i banda greckich wieśniaków przy stole z kraciastą ceratą. Zbliżenie na Julie. Kąsa fetę i zamyka oczy. Na podkładzie leci Natalie Imbruglia."

P.S.
W niedziele przyjechałem do domu o 8 rano. Chciałem sie zdrzemnąć ale od czasu, gdy zrobiło się cieplej Somalia budzi się wraz ze wschodem słońca, i od razu za oknem słychać dźwięki dartej młodocianej mordy albo tłuczonego szkła. Miałem też okazję oglądać z okna nową dyscypline olimpijską. Cygańskie bule. Formuła gry zbliżona do tych normalnych buli. Jest tak zwana świnka - w wejsji cygańskiej jest to cegła. No i są kule, którymi należy dorzucić jak najbliżej do świnki. W wersji cygańskiej też jest to cegła. W wersji cygańskiej ważne jest też to, żeby świnkę ustawić nie mniej niż 20m od siebie. Zatem przez godzinę oglądałem nawalonych cyganów jak napierdalają cegłami przez pół wielkiego podwórka. W wyobraźni widziałem tego popołudnia 2 zgony, 3 wstrząsy mózgu, 1 zwichnięcie barku i 10 wybitych okien. Ale nic sie nie stało. Więc albo moja wyobraźnia troche się rozpędza albo śró to po prostu bezpieczna okolica.



0

nie jesteśmy randomową firmą ścigającą tornada...

z ciekawości sprawdzałem dziś czy są jakieś firmy turystyczne, które wykorzystują podobne "hasło reklamowe", co ja. w toronto jest taka. zajmują się ściganiem tornad w vanie i zgarniają pewnie za to dobre siano. niesamowite, na czym ludzie potrafią zarabiać pieniądze. w zakładce z ich referencjami od klientów jeden napisał, że to najlepsze śledzenie tornad, na jakim kiedykolwiek był. wow. czyli musial być tez na innych. nie do wiary. może ja też, jak bóg da, kiedyś uruchomie opcje podwodnego obserwowania wylęgu karpi w stawach milickich, to by była dopiero usługa. no w każdym razie dalej jestem miło podekscytowany byciem prezesem. mam nadzieje, ze zajawa nie zgaśnie w dniu opłaty pierwszego Zusu z własnej kieszeni. W każdym razie dużo sie dzieje i dotykam rzeczy, o których jeszcze 2 lata temu mogłem pomarzyć. Mam zajebiste obawy czy wszystko pójdzie po mojej myśli, bo wchodzę na naprawdę głęboką wodę i przyjmuje zlecenia, na które na chwilę obecną nie wiem czy nie jestem za cienki ale jak się uda, to będe z siebie dumny, bardzo dumny.

Tyle o biznesach. Tera życie. Jestem po pięknym weekendzie. Znowu zbyt ubarwionym kolorem wódki ale był aktywny i nie zarzuce sobie tego, ze bylem nudnym typem. W sobote i niedziele park południowy przez długie godziny. Dużo bieganego za frisbee, zbiórki towarzyskie, pierwszy grill. Jaram się pogodą. Wyrzuciłem już kurtkę w jakiś ciemny kąt przedpokoju i nie mam zamiaru juz nawet jej szukać. Jaram się centrum zagęszczonym ludźmi. Przeokrutnie jaram się, że dziewczyny nie noszą już tych czerstwych kozaków po kolana , bo ich nie znosze. W ogole dziewczyny są 100 razy bardziej spoko na wiosne, niz w zime. W sensie wizualnie. Wow, to było jedno z bardziej słabych zdan jakie napisałem na tym blogu...

Moje zauroczenie śródmieściem nie gaśnie. Byłem w tamtym tygodniu z agrem na jakimś lekkim spacerze po kwadracie. Obczajaliśmy dekoracje na bramach. Agro pokazał mi pare dobrych miejscówek, których nie znałem i powiedział, że na działkach obok był kiedyś targ z używanym sprzętami. Takie lokalne niskie łąki w środku działek. Rozgryzaliśmy też zagadkę torów prowadzących do jakiegoś budynku, którego już tam nie ma. Nie no, ta okolica urywa dupe. Barlickiego, Pestalozziego, Niemcewicza to okolice z kosmosu. Czuje sie jakbym nigdy nie mieszkał we Wroclawiu. Byłem na rowerze w sobote o 8 rano. Tam są 2 piekarnie w okolicy, do których "sie chodzi". Jedna na bema, druga - "dobry chleb" przy jedności. w obu kolejka po ten chleb wychodziła na ulice i myśle, ze spokojnie stania tam było na jakieś 10 min. lubie te cwane warzywniaki, w których zawsze spotkasz tą samą mordę wąsatego typa za ladą albo pyzatej miłej pani w innym. Mają tam wszystko. Czarną rzepę, lubczyk i inne rzeczy których nie wiem do czego dodać. Nawet trawe cytrynową mają. Kurwa, trawe cytrynową? Kto tego używa na Ołbinie? Bo chyba te chlory z okolicy nie gotują sobie zupy tajskiej do harnasia i szlugów route 66, które zdają się być dietą większości mieszkańców. wow

W ogole gotowania teraz nie ma konca. Mam kuchnie gazową i 9 miechów w plecy w gotowanku. mam zajawe na polskie dania niskobudżetowe. marchewka z groszkiem, klopsy, rosół z kury wiejskiej. na dania z trawy cytrynowej przyjdzie jeszcze czas.

aha. w sobote byl ostatni rap szalet w klubie. ciesze sie ze juz za miesiac wynosimy sie w plener. królem tego wieczoru był anton, który najebany spadł z samej góry, gdy chciał zjechać na poręczy i spadł na jakieś kartony, które prawdopodobnie uratowały mu życie. anton wyszedl ze szpitala tej samej nocy nie doznając nawet najmniejszych obrażeń ciała. najebane typy to dopiero potrafią spadać na miękko.